Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
2707

OPOWIEŚĆ KOBIECA

To Ci się śni, to śni się mnie,
Dopóki śnimy żyjemy w tym śnie.
Niech nikt nas budzić nie próbuje!
Bo życie odbierze, życie popsuje...
To jak sen, Kochanie, jak sen
Co chroni nas nocy mocą.
I ty to wiesz, i ja to wiem,
Że nigdy dość tych nocy."


dla Ciebie


Trzasnęły drzwi. Jak wiatr ich dźwięk uderzył w moje plecy, wyginając do przodu piersi. To Ty? Tak, to Ona. Wtargnęła w niegdyś moją a od dzisiejszego poranka już naszą prywatność z hukiem, zapachem kokosowego płynu do ciała i mokrymi włosami plamiącymi łokcie. Przyjdź już, błagałam w myślach, przyjdź i porwij mnie. Jej zapach otulił mnie granatem atłasu, tak silny i tak jedyny, tak intymny. Jak zaczarowana śledziłam każdy ruch jej miękkich, bladych palców, może i specjalnie w zwolnionym tempie odkrywających mleczne łydki spod czarnego szlafroka. Przyjdź tu, błagam!
Lecz nie, musiała dopełnić swojego piękna. Kolistymi ruchami rozsmarowała różany balsam, wodząc dłońmi od kostek po uda, coraz bardziej obnażając swoje ciało - czy na pewno zupełnie świadoma tego, co działo się we mnie? Świadoma - wyczytałam w jej uśmiechu, niemalże jeszcze bardziej seksownym od samego ciała. Utkwiła we mnie spojrzenie jakby zdziwione moim widokiem; mnie rozbitej pożądaniem i podnieceniem, z rozpalonym spojrzeniem jakby naćpanych aromatem kokosu oczu, rozchylonymi, pulsującymi wręcz wargami, sztywnymi piersiami odbijającymi się przez lekką nocną koszulę z atłasu. Załóż ją dziś na siebie, mruczała mi do ucha w ulubionej galerii handlowej, obiecuję ci niezapomniany wieczór. Nawet ten perlisty śmiech miał w sobie coś, co zapowiadało spełnienie obietnicy, choć zdawał się nie pojmować moich uczuć.
Cho... szepnęłam w końcu, nie potrafiąc znieść widoku jej tak daleko ode mnie. Jej, która powinna przecież spijać moje pocałunki, jej, która... Boże.
Kokosowe palce zsunęły ze mnie ramiączko atłasowej koszulki, śledząc wzrokiem jego podróż. Spojrzała mi w oczy, ona, moja bogini, moja istota piękna i kobiecości, odebrała oddech palcem dotykającym moich ust. Z uśmiechem rozrabiaki kradnącego z sadu jabłka rozwiązała sznur szlafroka, dotąd odbierający mi to, na co czekałam od tylu miesięcy. Gdzie zgubiłam serce? Gdzie pognało w tej dzikiej agonii, w którą popadło, gdy sznur opadł na podłogę? Gdzie zebrały się myśli kiedy przejechałam dłonią po jej - po raz pierwszy dla mnie - nagim ciele?
I spotkały się nasze usta; moje, gorące od dzikiego tętna i jej, chłodne od zimnej wody, a jednak wrzące nią. Spotkały się usta, połączyły się oddechy, wysunęły języki spragnione siebie nawzajem i przełamały wszelką niepewność. Upadłam pod pięknem jej ciała na atłasową pościel, na podłogę upadła atłasowa koszulka, a na mnie upadła atłasowa ona. Chciałam pytać o granice, chciałam pytać o cokolwiek, ale jej rozpalony oddech odbierał mi głos i myśli. Już nic nie miało znaczenia, żadne tak i nie, było tylko teraz.
Usiadła obok, z uśmiechem wpatrując się w moje ciało. Łuna księżycowej poświaty rozświetlała jej sztywne, białe piersi poklejone mokrymi włosami, nogi opuszczone z gracją na podłogę, materiał atłasu zakrywający złośliwie to, co upragnione. I z tempem padającego śniegu ucałowała moje udo, powoli sącząc ustami skórę, zostawiając na niej mokry ślad swoich warg kierujący się w górę. Westchnienia i niezrozumiałe słowa wyrywały się raz po raz z moich ust, tonem, którego dotąd nie znałam; dłonie zaciśnięte na atłasie tak bardzo pragnęły dotknąć jej ciała. Ale nie, wiedziałam, że jeszcze nie teraz. To jej kilka minut. To jej chwila doprowadzenia mnie do obłędu.
Ominęła podbrzusze, wywołując u siebie chichot, a u mnie dziki dreszcz zniecierpliwienia. Już, już cię chcę szeptało moje serce, ale ona nie słyszała - odebrała jednak lekki sygnał, bo już po chwili pozostawiła czerwony ślad zębów na piersi - a w moim wnętrzu podpaliła lont bomby. Palił się powoli gdy porwałam jej twarz do swojej, zbliżał się ku końcowi kiedy całowałam jej zadowolony z siebie uśmiech, aż w końcu wybuchł z chwilą rozchylenia jej dłonią moich ud.
Nie śmiałabym nazwać tego dotyku dotykiem anioła, bo żaden z tych nie byłby tak grzeszny. Nasze języki tańcowały dziko, gdy ona szukała najdelikatniejszego punktu, rozeszły się, kiedy wyciągnęłam drżącą dłoń do jej nabrzmiałego biustu. Jęknęła bezwstydnie, raz, drugi, trzeci, jak gdyby błagając o mnie. Są cudne - szepnęłam jej na ucho, nie bardzo wiedząc co powiedzieć; zaśmiała się tylko i pokręciła głową, jak gdyby zaprzeczając, jednak nie pozwoliła mi się kłócić. Z ogniem w źrenicach zawisła piersią przy moich ustach, domagając się pocałunków. Drżącym nawet językiem dotknęłam tej zabronionej dotąd skóry, a ona znów jęknęła przeszywająco, spuszczając na mnie falę dreszczy. Topiłam więc jej biust pocałunkami, raz po raz przeleciawszy opuszkami palców po wnętrzu jej ud. Biodra ukochanej falowały dziko z każdym moim dotykiem, domagając się czegoś więcej. Nie czekałam długo - tak bardzo pragnąc już jej dotknąć, opuściłam ją na łóżko i porwaną resztą wody z nocnej szafki, skropiłam sycie piękną, rozpaloną ją... zamknęła oczy i chwyciła się mojej głowy, która błądziła za mokrymi śladami. Językiem spijałam krople z dekoltu i nabrzmiałych piersi, falujących podniecająco przy szybkim oddechu, z brzucha, słuchając coraz głośniejszych westchnień z każdym centymetrem jej skóry kierującym się w dół. Wpiła paznokcie w moje włosy, kiedy musnęłam językiem miejsca jeszcze silniej pachnącego kokosem od włosów, ust, dłoni. Uda same rozchyliły się, a biodra wybiły w moją stronę; całowałam ją coraz odważniej, sama pragnąc dotyku, pocałunków, jej. Topiłam się w jej zapachu, wkrótce zatapiając się i w ciele - wygięła się jak rozmarzony kot z jękiem przeszywająco głośnym, piękniejszym od wszelkiej muzyki i, wśród westchnień, szeptała jak w agonii kocham cię, kocham.
Wróciłam do jej ust, tęskniąc za ich smakiem. Nie bała się pocałować mnie, nie bała się robić tego gorąco jak nigdy wcześniej, gdy z jej łydką narzuconą na swoje plecy coraz namiętniej odkrywałam gorąco jej wnętrza, by po chwili poczuć jej dłoń ponownie tam, gdzie podniecenie było największe. Wtargnęła we mnie tak, jak wcześniej w moje serce - bez słowa, bez spojrzenia, z miłością i delikatnością. Była we mnie a ja w niej - a atłasowe koszulka i pościel kochały się na podłodze, gdy między moje nogi wdarło się jej kolano, w moje usta jej język, a w jej ucho moje kocham cię.













---
może kiedyś to dokończę?
wiele przed nimi.

Jamajka 23:25:22 21/12/2010 [komentarzy 0] Uśmiech się?